poniedziałek, 23 września 2013

10."- Gehaaaa..."

Goście schodzili się jeszcze przez niecałe pół godziny. Przybyli wszyscy zaproszeni i ci nie zaproszeni też ... Tak zjawił się niespodziewany gość, a mianowicie Ghea. Była ona niegdyś najlepszą przyjaciółką Megan. Nie rozmawiali ze sobą od co najmniej 3 lat. Oczywiście na tak genialny pomysł ściągnięcia jej na przyjęcie Pegi miał - nie kto inny jak- Marc. Miała ona być punktem kulminacyjnym wieczoru i tak też się stało.

 Wszyscy rozmawiali ze sobą, gratulowali i życzyli tego co najlepsze dla  Meg. Wtedy to wszystkich uspokoił Bartra:
- Ej, nieogarnięci! -spojrzeli się na niego jak na głupka - Tak do WAS mówię! Słuchajcie mnie teraz!
- Gadaj co masz powiedzieć, tylko szybko, bo my imprezę chcemy zacząć! -krzyknął gdzieś z głębi pokoju Sergio.
- Dobra, dobra! Moja najukochańsza Pegi podejdź tu do mnie.
- Czemu ja!?- wyszeptała do siebie , ale on to usłyszał
- Bo dzisiaj to ty jesteś najważniejszą osobą. Przejdźmy do rzeczy. Jak wszyscy  już wiedzą ta o to stojąca przy moim boku Megan - ruchem ręki wskazał na zawstydzoną dziewczynę- dostała się do damskiej sekcji Barcelony- i tu rozbrzmiały brawa - Cicho być ! Ja mówię! Tak więc kontynuując... od przyszłego poniedziałku będzie ona najładniejszą kobietą grającą w tej sekcji- nie obyło się bez gwizdów- Dlatego tutaj, przy wszystkich chciałbym życzyć ci wszystkiego co najlepsze na nowej drodze życia. Przepraszam nie ta regułka.- robił z siebie głupka- Życzę ci żeby Twoje dalsze marzenia się spełniały i aby wszystko to czego chcesz się spełniło. Oświadczam też, że do nas wszystkich możesz przyjść w sprawie każdej najmniejszej drobnostki. Prawda?
- TAK!-odkrzyknęli chórem
- Teraz mam dla ciebie jeszcze jedną małą niespodziankę.
- Ciekawe coś ty wymyślił.
- ZARAZ SIĘ  DOWIESZ! Proszę Gerarda o otworzenie drzwi przy których stoi.
- No już się robi.
Przesuną rozsuwanie drzwi a tuż za nich wyłoniła się czwórka mężczyzn przesuwających na wózku duży prezent
 
Mniej więcej takie coś tylko niebieski z czerwoną kokardą i w wersji 2 x 2m
 
 
 
- O jaa ciekawe co to?- wszyscy się zastanawiali.
 
- Otwórz!
 
- Ok, ok już ide
 
Podeszła do wielkiej niespodzianki pociągnęła za kokardę a boki rozpadły się na boki.
 
OOOOO.....
nikt nie krył swojego zdziwienia widząc na dnie "opakowania" małą karteczkę z napisem :
 
 
" To czego szukasz jest bliżej niż myślisz, odwróć się "
 
 
Wszyscy momentalnie zwrócili się w stronę w której jeszcze chwilę temu stał zawodnik z numerem 15 na koszulce. Teraz znajdowała się tam piękna, niebieskooka szatynka.
 

 
 
 
Ubrana była w taki oto zestaw:
 
 
 
 
Nikt nie wiedział kim jest. Ważne że usłyszeli krzyk:
--- Gehaaaaaaaaaaaaaaaa! - i zobaczyli dziewczyny wirujące wokół własnej osi.
 
___________________________________________________________
Wiem powtórzę się że krótkie i takie nijaki ale jestem chora i za bardzo nie kontaktuje. Kolejna część zapewne w przyszłym tygodniu chyba że uda mi się wcześniej.
Pamiętajcie czekam na komentarze a także na wasze blogi :_P
I tak tak dokładnie tak jak widzicie mamy nową bohaterkę, która odegra też swoją rolę w tym opowiadaniu. 
<3<3<3
 
 

środa, 18 września 2013

Heyka :)

Hey Cule i mam nadzieje ,że też Borussen.!
Już dziś mecze dwóch moich ukochanych zespołów. I jak tu się zdecydować co oglądać? Co wy wybieracie? Bo ja mam zamiar jakoś podzielić uwagę i oglądać dwa albo z jednego czytać relacje na żywo. Nie wiem tylko jak to wyjdzie w praniu :)
Wracając do tematu mam dla Was propozycje 5 komentarzy i wstawiam kolejną część już dziś.
Co Wy na to? Dacie rade?

poniedziałek, 16 września 2013

9. " NIe ma żadnego ale..."

Rozdział dedykowany Dominice <3 Gdybyś mnie nie podniosła na duchu na pewno nie dodałabym tego rozdziału dzisiaj!
 I <3 you


- Cris! Co ty tu do cholery robisz!?
- Przyszedłem się zabawić.
- Wynocha stąd!
- Ale ja się nigdzie nie wybieram. Przyszedłem ci pogratulować nowej posady i życzyć szczęścia.
- Takie życzenia to ja mam głęboko w czterech literach!
- Widzę humorek nie dopisuje.
- Dopisywał dopóki nie zobaczyłam twojej twarzy!
- Spokojnie jeśli tak bardzo mnie tu nie chcesz to ja już sobie pójdę.
- Drzwi są na lewo!
I na tym skończyła się ich przemiła wymiana zdań. Ona nienawidziła go od zawsze. Owszem jako piłkarza go szanowała, ale jego charakter jej przeszkadzał i nie kryła się z tym.
Szybko poprawiła sukienkę i zaczęła szukać Marca.

***

Kiedy zapinałem zegarek usłyszałem krzyki z salonu. Szybko skończyłem to robić. Ubrałem buty i postanowiłem zejść na dół. Kiedy wszedłem do pokoju, w którym miała odbywać się impreza zauważyłem... Pegi, która wiązała trampki! Ona jest po prostu nie możliwa! Jak można ubrać trampki do tak pięknej sukienki. Tak to ona tylko potrafi!
- Zamierzasz się tak pokazać gościom?

***

Właśnie zawiązywała buty i miała ruszyć szukać Marca. Jednak nie było jej to dane. Przestraszyła się. Na szczęście to był tylko ... a może aż... Marc.
- Zamierzasz się tak pokazać gościom?
- Tak a coś ci nie pasuje?
On spojrzał się wymownie na jej buty.
- Aaa to  ...
- Masz mi coś do powiedzenia? - zapytał z bardzo śmieszną / poważną miną. Ona nie wytrzymała zaśmiała się.
- Nie nie mam, w końcu to impreza z okazji sportowej i łączy się jakby nie patrzeć związana z FC Barceloną -kończąc wypowiadać te słowa wskazała na swoje paznokcie i buty.
- No tak ale...
- Nie ma żadnego ale!
- Dobra skończmy! Kto tu był?
- Cris!
- Tello?
- Nie ten drugi...
- Że Ronaldo ...?
- Tak
- Czego chciał!?
- Pogratulować nowej posady.
- Jak on śmiał.
Wtedy usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę - odezwała się Meg
...

__________________________________
Tak, tak wiem krótki. Mało czasu - dużo nauki. I tak się dziwie że coś napisałam, ale jest.  Mam nadzieje, że się spodoba . I teraz takie pytanko zna ktoś jakiegoś bloga po angielsku/niemiecku? Jeśli tak mogłabym prosić o linka, naprawdę mam szczerą ochotę przeczytać coś w innym języku. Oczywiście najlepiej by było jeśli o piłce nożnej lub czymś podobnym, ale przyjmuje wszystkie propozycje.

środa, 11 września 2013

8. "... jakby nie patrzeć sportowa impreza..."

***
 
Po kilku dniach już wszyscy wiedzieli o przemianie Megan. Wytłumaczyła Ona im wszystko, dając też równocześnie do zrozumienia, że nie chce wracać  do przeszłości. Przyjaciele to zrozumieli i bardzo cieszyli się z takiego obrotu sprawy. Dzisiaj miała się odbyć impreza z okazji przyjęcia Meg
do żeńskiej drużyny FC Barcelony. Przygotowania szył pełną parą już od kilku godzin:

*oczami Megan*

Wyliczała:
1.Przekąski - są!
2. Tort - jest!
3. Ubrania- są!
4. Procenty - NIE MA!
Tak dokładnie NIE MA! I co teraz ...? Jak mogła zapomnieć o tak ważnej części imprezy? Zaraz zaraz...przecież Marc miał się tym zająć! Tak pogodziłam się z nim. Znowu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale to nie przeszkadza temu żeby mu dokopać. Dlaczego go tu jeszcze nie ma? Co on sobie myśli!? Za dwie godziny impreza a ja jeszcze nie ubrana!
 
***
 
Wtedy drzwi do mieszkania się otworzyły i wparował (jak zwykle spóźniony) Marc:
- Pegi naprawdę przepraszam...eee.. korki były.- rzucił widząc jej wściekłą minę.
- Tsaa ... jasne korki!
- No przecież prawdę mówię!
- Niech będzie, że ci wierzę... teraz mnie posłuchaj!
- Słucham o Pani - dygną przed Megan
- Nie nabijaj się !  Teraz masz wypakować alkohole, posprzątać, wyjąć płyty z muzyką, a później się ubrać. Ja w tym czasie zajmę się sobą.
- Ale będę miał mało czasu na przygotowanie! - zrobił smutną minkę
- I to ja tu jestem babą!? Rób i nie gadaj... i zajmuję łazienkę!
- Przecież są trzy.
- Ale ja zajmuję Twoją - największą!
- To niesprawiedliwe
- A kto powiedział że świat jest sprawiedliwy
- Nikt...
- Więc nie marudź tylko do pracy.. już!
 
*u Megan*
 
Tak o to  w końcu po całym dniu pracy miała chwilę dla siebie. Postanowiła zrobić sobie 15 minutową odprężającą kąpiel, a później zacząć się ubierać. Nalała wody do wanny z masażerem, rozebrała się i utonęła w objęciach różanej piany.
 
 
Uwielbiała takie kąpiele, mogła by tak spędzić nawet dwie godziny, ale dzień i okazja jej na to nie
pozwalała. Po pół godzinie (trochę dłużej jej zeszło) wyszła z wanny, wytarła się i zaczęła suszyć włosy. Zajęło jej to nie całe 8 min. Teraz był czas,żeby się ubrać. Strój był przygotowany już wcześniej teraz wystarczyło w niego "wskoczyć" . Jednak jej się przypomniało o bardzo ważnej rzeczy. Paznokcie. Nienawidziła ich malować ani tym podobne. Była typową chłopczycą. Ale cóż to miał być jej dzień ...jej impreza. Szybko wyciągnęła z kosmetyczki lakier i nim się obejrzała manicure był gotowy:
 
 
 
Oczywiście nie była by są gdyby nie dodała czegoś sportowego. Przypomniało jej się że kiedyś od Bartry dostała małe naklejki w kształcie herbu FCB- stworzone specjalnie dla niej. Były idealne na tę okazję. Wygrzebała mały pojemnik z kosmetyczki, wyciągnęła je i nakleiła na palce wskazujące. Ostatni raz maznęła bezbarwnym lakierem wierzch paznokci i można powiedzieć że była gotowa.
Została jej mniej niż godzina do przybycia gości, a tyle do zrobienia. Wyciągnęła zestaw na dzisiejszy wieczór  i szybko się ubrała:
 
 
 
Teraz pozostało tylko wyprostować włosy. Zrobiła to bardzo szybko i właśnie miała zejść na dół kiedy.. przypomniała sobie jak nienawidzi chodzić w szpilkach. Nie miała na to siły...ale w końcu to jej jakby nie patrzeć sportowa impreza, więc czemu by nie ubrać trampek. Tak też zrobiła. Wybrała swoje ulubione buty
:
 
 
Teraz w spokoju mogła się udać zobaczyć jak radzi sobie Marc.
 
* w tym samym czasie u Marc'a*
 
 
Kiedy zrobił to co kazała mu Pegi, w końcu mógł iść się ubrać. Zajęło mu to prawie tyle co Megan. Odpowiednia fryzura, spodnie, koszula. Naprawdę strata czasu się opłacała bo efekt był zniewalający:
 
 
Tylko wybrał te buty:
 
 
Teraz spokojnie mógł wyjść do ludzi.
 
 
***
 
Schodziła właśnie po schodach kiedy na korytarzu pojawił się....
 
 
_________________________________
 
Mam nadzieję że się spodobało. W końcu napisałam ... Nie wiedziałam jak się za to zabrać ale jest !!!
Pamiętajcie jeśli czytasz = komentujesz. Wiem wiem powtarzam się ale naprawdę to mnie zmotywuje do pracy :)
 
 
 
 
 
 
 
 

poniedziałek, 2 września 2013

7."Czemu?..."

Piłkarze spodziewali się każdego, ale nie MEGAN. Tej opryskliwej, niemiłej, do które nigdy nie mieli sympatii. Ona rozpoczęła już kółeczka, a oni dalej stali w miejscu. Jedyne na co było ich stać w tej chwili to 'Ale..'. Nikt nie mógł nic zrobić, do momentu w którym trener się na nich wydarł:
" Czy wy jesteście takie ciamajdy, że nie umiecie zaakceptować jednego, małego gościa. Mam ją wyprosić!?''
Na te słowa wszyscy zaczęli krzyczeć, że nie i ruszyli trenować. Całe to przedstawienie zwane treningiem zakończyło się dość wcześnie, więc piłkarze mogli spokojnie wypytać o wszystko Megan.
Ta jednak szybko poszła do gabinetu trenera przebrała się:
oczywiście z jej ulubionym full capem
 
 
Liczyła na to, że barceloniści dadzą jej spokój, przynajmniej do jutra. Jednak się przeliczyła. Będąc już na parkingu przed Camp Nou została zaatakowana przez genialną trójkę, czyli
Messiego:

Neymara ( że jemu nie było gorąco -.-)
 
i Alexisa

 
Od razu podeszli do niej i zasypali tysiącem pytań:
- O co chodziło?
- Czemu?
- Co to miało znaczyć ?
i tak dalej. Po pierwszych dwóch przestała ich słuchać i czekała tylko aż skończą. Długo im to zajęło.
- Już? Mogę mówić?
- Taaak! - odpowiedzieli chórem
- Nie znacie mnie! Ja nie jestem naprawdę taka jak wcześniej. Kocham piłkę nożną i ona jest całym moim życiem, tak jak dla Was. Nie mam wam nic więcej do powiedzenia, prócz tego że będę trenowała w damskiej sekcji Barcelony, a ten trening był moim sprawdzianem. Do widzenia.
- Nie czekając na ich reakcję odeszła. Oni nie mieli zamiaru jej gonić, najpierw mieli powiedzieć chłopakom co się dowiedzieli a później pomyśleć co zrobić z tym fantem dalej.
 

__________________________
Ughh... jutro do szkoły. Jeju jak ja tego nie chce! Codziennie mam po 7 lekcji... ja tak nie mogę! Do tego wszystkiego dodatkowe zajęcia. Lecz mniejsza z tym, wróćmy do tematu. Opowiadanie jest jakie jest i do tego krótkie, ale zważając na dzisiejszy dzień musicie mi wybaczyć. Chciałabym też powiedzieć, że postaram się tez wrzucać 2 notki na tydzień, oczywiście jeśli będę miała czas :)
Pamiętajcie CZYTASZ=KOMENTUJESZ( nawet z anonima się nie obrażę)
 
Do tego FC BARCELONA wygrała wczoraj z Valencią 3-2. GRATULUJEMY całej drużynie, a szczególne brawa dla Messiego!
 


środa, 28 sierpnia 2013

6." Nawet mam strój!"

Rano obudziła się w świetnym humorze. Od razu wstała ubrała się :
i zeszła do kuchni. Tam jak się mogła domyślić spotkała Shak, która właśnie przygotowywała śniadanie. Przywitała się z nią całusem w policzek i słodkim:
- Hey kochana, jak się spało?
- A bardzo dobrze - nie ukrywając zachowanie Meg zdziwiło bardzo Shakirę. Ta opryskliwa dziewczyna, przez jedną noc zmieniła się w miłą dziewczynkę. Choć nie chciała tego jeszcze przesądzać. Postanowiła, że poczeka na relacje między nią a Gerim, który właśnie wchodził do kuchni. Udało się,zwróciła się do niego:
- Cześć Gerard, jak się spało?
- Cz... cześć. Dobrze - odparł dziwiąc się.
- Chciałabym Was przeprosić za moje zachowanie... Ja... ja naprawdę taka nie jestem... Nie znacie mnie... Ja kocham piłkę nożną... iiii... to z nią wiąże przyszłość... Wy tego nie wiedzieliście, bo nie chciałam, żeby ktokolwiek z mojego otocznia miał mnie za jakąś tam dziwaczkę. Wolałam być pyskata, ale tak naprawdę ja.. ja was wszystkich kocham i naprawdę przepraszam za moje zachowanie... Teraz wiem że będę już prawdziwa.. Będę tą Meg, którą znała tylko moja rodzina, i tą która jest prawdziwa.. Jeszcze raz przepraszam i dziękuję.
 
***

Gerarda i Shakirę zatkało nie wiedzieli co powiedzieć. Nie spodziewali się takiego wyzwania, co dopiero z ust Megan. Tej dziewczyny, o której wszyscy źle mówili.  Nie był ich stać na nic więcej jak tylko na przytulasa i wyszeptanie: Pomożemy ci w znalezieniu prawdziwej Megan. Mimo, że tego nie wiedzieli te słowa dodały jej otuchy. Wiedział, że ma na kogo liczyć, teraz tylko przekonać Gerarda i trenera do jej pomysłu na dzień.

***
 
Na początku postanowiła udać się do trenera i z nim porozmawiać. Nie mówiła współlokatorom, gdzie idzie. Po prostu powiedziała, że ma coś do załatwienia.  Zapukała do jego gabinetu i po usłyszeniu : Proszę! Weszła pewnym krokiem i od razu starała się przejść do celu swojej rozmowy.
- Dzień dobry!
- Ach witaj Megan. Co Cię do mnie sprowadza?
- Nie będę owijać w bawełnę. Wiem, że myśli Pan o mnie jako o opryskliwej, zapatrzonej w siebie niedojrzałej dziewczynce, ale ja taka nie jestem. To tylko zasłona dla świata. Naprawdę kocham piłę nożną i tu jest prośba do Pana....
- Jejciu Meg nie wiedziałem, mam nadzieję, ze Ci mogę pomóc.
- Tak jak mówiłam, mam prośbę. Chciałabym grać w damskiej drużynie piłki nożnej, ale dawno nie trenowałam. I tu prośba mogłabym dzisiaj być na treningu Barcy. Od razu mówię że może mnie Pan traktować jak chłopaków.
- No nie wiem, no ale mówisz że to dla Ciebie ważne...
- Najważniejsze!
- To zgadzam się. Tylko nie mów na razie nic chłopakom, zrobimy im niespodziankę.
- Na pewno nic nie powiem! Jejciu jak się cieszę! Nawet mam tu strój! Dziękuję Panu!
- Staw się w moim gabinecie  o 12:45. Trening zaczyna się o 13:00 A ja mam do ciebie jeszcze jedną sprawę.
- Dobrze na pewno będę! Do zobaczenia!
- Do zobaczenia!
 
***
 
Już o 12:40 była na miejscu. Nie chciała się natknąć na żadnego z piłkarzy. Od razu skierowała się do gabinetu trenera:
- Dzień dobry!
- Och już jesteś. Słuchaj ja teraz wyjdę a ty spokojnie możesz się przebrać w mojej prywatnej toalecie. Ja powinienem być tu za pięć minut. Zdążysz?
- Oczywiście. - Trener wyszedł a ona ruszyła do toalety i szybko się przebrała:
 
 
Kiedy wiązała buta wszedł trener:
- Jejciu mogłem się tego spodziewać?
- Ale o co chodzi?
- Nie wiem jak chłopaki się skupią gdy cię zobaczą.
- Będą musie bo jak nie to kopa w dupe i tyle.
- Jednak coś ze starej Meg zostało.
- Nie to tak po prostu niech się boją. Na razie o mojej zmianie wie tylko Pique i Shak. Oni nie są tego świadomi... dowiedzą się po treningu.
- To dobrze.
 
-Miejmy taką nadzieję. Idziemy?
- A tak słuchaj wszyscy są już na murawie i czekają. Mam propozycje. Ja im powiem że mam niespodziankę i dopiero jak machnę ręką to ty wejdziesz , ok?
- Tak, mi pasuję.
 
Ruszyli w stronę murawy.
 
 
***
 
Piłkarze czekali na trenera, mając przy tym niezły ubaw. Dopiero on go przerwał:
- Witam!
- Dobry wieczór !- odezwał się Alexis
- Piłeś coś?-zwrócił się do niego trener
- Nie, a ach dzień dobry!
- Tak lepiej!
-  To dobrze...
- Za to biegasz 5 kółeczek więcej! I bez narzekania!
- Dobrze!
- Teraz przejdźmy do sedna, na dzisiejszym treningu będziemy mieć gościa
- Kogo? - zapytali chórem
- Za chwilę, zobaczycie, ale musicie mi obiecać, że będziecie zachowywać się normalnie i nie będziecie zwracać na tę osobę uwagi, ona będzie po prostu z Wami ćwiczyć.
- Niech już trener gada kto to bo nie wytrzymamy- wykrzyczał Marc
- Już już możesz podejść!- wykrzyknął do Meg
Ona wzięła głęboki wdech i z podniesioną głową weszła powoli na murawę. Miny chłopaków były bezcenne.
- Alee.....
 
 
___________________________
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie wam do gustu. Bo mi jako tako się podoba. Ale opinie pozostawiam Wam
 


wtorek, 27 sierpnia 2013

5." Pora zmienić swoje życie!..."

Droga do domu Gerarda i Shak zajęła im zaledwie 10 minut. W tym czasie nie odezwali się do siebie ani jednym słowem, lecz panująca cisza nie była wcale krępująca. Meg szybko wyszła z samochodu i pobiegła przywitać się z Shakirą, która stała już przed drzwiami ubrana w bardzo ładny zestawik:


- Hey, powiem prosto z mostu ... potrzebuję noclegu na kilka dni. Mogłabym zostać u Was?
- No pewnie kochana, a co z Marc'em ?
- Można powiedzieć, że się posprzeczaliśmy.
- Ok nie wnikam, a teraz zapraszam na obiad.
- Już idziemy, bo wiesz Geruś bardzo się spieszył żeby się nie spóźnić.
- Hahahaha - Shakira wybuchła  niepochamowanym śmiechem
- Ładnie to tak się ze mnie nabijać - wtrącił oburzony Pique
- Oj kochanie nie gniewaj się.
Na obiad zamówiony był pyszny kurczak po prowansalsku i truskawkowe tiramisu z najlepszej restauracji w mieście. Zjedliśmy, Shak pokazał mi mój tymczasowy pokój i w końcu mogłam zostać sama. Wzięłam pół godzinną kąpiel, ubrałam piżamkę, która znalazłam w ciuchach, tych co Geri odebrał już od Marc'a.

 
Teraz miała czas na przemyślenia  w rytm jej ulubionej piosenki na złe dni.
 
" Pora zmienić swoje życie! Pokaże swoje prawdziwe JA! Nie mogę tego dalej ukrywać! Jutro idę na trening chłopaków, zabieram ze sobą strój do nogi i spytam się trenera czy mogę poćwiczyć z nimi. Nie ma bata! Musze zacząć żyć własnym życiem! Nie będę patrzeć na reakcje innych. Ich zdanie mnie nie obchodzi. Kocham piłkę nożną i nie mogę dalej zgrywać oburzonej na cały świat dziewczyny. Chcę mieć chłopak. Kochać go i spełniać moje największe marzenia. Teraz tylko to się liczy...."
 
Tak myślała do póki nie odpłynęła do krainy Morfeusza. Przyśniła jej się największa pasja i ukochany jej życia, ale wtedy nie wiedziała jeszcze, kim on jest.
 
_______________________
 
Bardzo się dziwię, że właśnie dzisiaj napisałam ten rozdział, ale można powiedzieć, że coś mnie tchnęło. Mam nadzieje że Wam się choć troszkę spodoba. I pamiętajcie liczę na komentarze. Jeśli będzie ich 10 - najlepiej nie z anonima to jutro dodam kolejną część,  a jak nie to poczekacie dłużej :)
 

piątek, 23 sierpnia 2013

4. "... mogą mnie mieć za miłą, kochającą piłkę dziewczynę! ..."

Nie musiała długo czekać na chłopaków. Przebranie się i wyjście ze stadionu zajęło im 15 minut. Ona w tym czasie spacerowała i rozmyślała nad swoim życiem.

" Dlaczego akurat ja? Czemu? Co ja zrobiłam? Może powinnam przestać zgrywać twardą i oburzoną na cały świat dziewczynę... hmmm ... nie to by było bez sensu! Nie mogą mnie mieć za miłą, kochającą piłkę dziewczynę! Co to to nie! Jest jeszcze jeden problem ... Marc.... Nie wiem nie chce go przepraszać.... Po prostu powiedziałam to co wszyscy myślą. Nie zrobię tego ! Gerard i Shak na pewno mnie przenocują, aa a później znajdę sobie jakieś mieszkanie! Niech oni już tu przyjdą chcę mieć tę rozmowę za sobą...."

Megan biła się z myślami na temat tego co powinna zrobić, jak się zachować przy Marc'u . Jednak jej rozmyślenia przerwał krzyk. Odwróciła się i zauważyła Pique i Alexisa, którzy się można powiedzieć przyjacielsko bili. Po prostu robili to co zawsze. Jednym słowem IDIOCI, ale za to właśnie ich kocha ,choć im tego nie okazuje. Podeszła do nich i walnęła prosto z mostu:
- Pique potrzebuję miejsca do przenocowania mogę się u ciebie zatrzymać!? - nie było to powiedziane za miło, ale każdy był już do tego przyzwyczajony
- Na długo?
- Dopóki nie znajdę mieszkania
- A Marc?
- Powiedziałam mu to co wszyscy o nim myślą i wyrzucił mnie z domu. Pewnie zabawia się już z jakąś laską.
-  Ok, tylko spytam Shakirę.
- Ok poczekam, Tylko jeszcze pytanie , jak Shak się zgodzi pojechałbyś po moje obrania do Marc'a/
-Najpierw niech się zgodzi!
-  O to już się nie martw, znam ją.
- To pojedźmy do niej i się przekonajmy.
- Już tylko buta zawiążę.
- Szybko, bo się wkurzy że na obiad się spóźniłem
- Już już idę.
I tak ruszyli w stronę domu Gerarda.

______________________________
Zacznijmy od tego. Rozdział jest krótki, bo nie było za bardzo czasu na pisanie i w pewnym sensie weny. Po drugie chciałabym go zadedykować Dominice, tak na pocieszenie po stracie kasy :)  love you :)
Musicie poczekać później się rozkręcę początki zawsze są trudne. I tak jak zawszę proszę o komentarze :)

czwartek, 22 sierpnia 2013

3. " Wolę tą..."

Megan ubłagała jednak Marca, żeby pozwolił się jej przebrać. Wybrała ten zestaw:

Nie chciała się stroić, w końcu znała chłopaków, a oni ją. Wiedzieli jaki ma styl. Na przebranie się wystarczyło jej 5 min. Co dla Marca była zbawieniem, bo za 20 min miał być na stadionie. Szybko wpakowali się do auta i ruszyli.
- Pięknie postąpiłaś z tą dziewczynką - Marc przerwał panującą ciszę.
- Po prostu była taka słodka, a jej mama z tego co zauważyłam nie przepada za piłką.
- Też tak myślę, ale nie wiedziałem, że ty możesz TAKA być. Nasza królowa lodu ma jednak uczucia.
- Zapomnijmy o tym!
- NIE! Osobiście wolę tą miłą Pegi. Ta twarda bez skrupułów nie podoba mi się.
- Trudno, nie zmienię się dla jakiegoś wielkiego piłkarzyka!
- Coś ty powiedziała!?
- Że jesteś niczego wartym piłkarzykiem, który chce wszystkich rozstawiać po kątach!
- Teraz przegięłaś, nie chcę cię więcej widzieć, nie wracaj do mnie. Nie masz po co - otworzyła drzwi i wyszła. Od razu udała się na murawę, gdzie spotkała resztę drużyny. Chłopcy ucieszyli się widząc Meg, bo mimo tego, że miała taki ,a nie inny charakter  kochali ja i traktowali jak siostrę.
- Hey Meguś - przywitał ja przytulasem Fabregas.
- Hey, Mam pytanie, Czemu oni się gonią? - wskazała  na Pique uciekającego przed Messim.
- O...  nasza Meg przyszła - krzykną z oddali Alexis
- Hey... Wracając do mojego pytania ?
- Piquś zabrał Leosiowi telefon i chce przeczytać jego wiadomości.
- Ahhhaaaa .... rozummiem
- Dobra , do roboty chłopaki. 15 okrążeni! - wydarł się trener
- Już...- odkrzyknęli bez entuzjazmu
- Witaj Megan.
- Dzień dobry.
- Co u ciebie?
- A wie Pan , właśnie pokłóciłam się z Marc'iem, wywalił mnie z domu, a tak to życie usłane różami.
- Rozumiem, że szukasz mieszkania?
- Tak, ale to nie powinno Pana obchodzić! Pójdę już
- I wróciła stara Megan. Idź!
Nic nie odpowiedziała. Wzięła leżącą obok piłkę i udała się na trybuny. Trening trwał kilka godzin, a ona siedziała tam sama jak palec. Nie miała już za bardzo co robić. Wysłała SMS-a do Pique:
 
*Przekaż innym, że poszłam się przejść wokół stadionu. Czekam przed wejściem za 15 min.Musimy porozmawiać. Meg :)*
 
Jak napisała tak zrobiła. Wyciągnęła słuchawki włączyła ulubioną piosenkę. To ona pozwalała jej się odstresować i dawała jej kopa do dalszego działania.
 
 
____________________________________
 
Rozdział dedykuję Tysii, to ona zmotywowała mnie do napisania go. Pamiętajcie czytacie proszę zostawcie komentarz, nie ważne czy pozytywny czy negatywny one naprawdę motywują do dalszej pracy.
 
 

środa, 21 sierpnia 2013

2. "Dziękuję, dziękuję..."

Czasu na ubranie nie potrzebowała dużo. Zajęło mu to zaledwie pięć minut. Wybrał odpowiedni zestaw na dzisiejszy dzień :
i ruszył schodami do salonu. Jakież było jego zdziwienie kiedy ujrzał tam dwie nieznane mu do tej pory osoby, a raczej matkę z dzieckiem.
- Marc, to jest Maja, twoja fanka - oznajmiła Pegi z dziwnym jak na nią spokojem.
- Cześć jestem Marc Bartra, ale to chyba już wiesz- uśmiechnął się lekko i podał jej ręke.
- Hey- powiedziała nieśmiało.
- Majka zaczepiła mnie mówiąc, że chciała by mieć taką bluzę jak moja, a raczej twoja - zaśmiała się
-  Przepraszam, ale musze na chwilę udać się do drugiego pokoju, zaraz wrócę! powiedział przyjacielsko Marc
- Wariat - szepnęła pod nosem Meg.
- Dobźe  ćekamy- nie wiadomo czemu ale Majka zaczęła seplenić.
Nie zajęło mu to długo. Praktycznie wbiegł i zbiegł, taszcząc ze sobą wielką torbę. Jak już stanął przy kanapie zwrócił się do dziewczynki:
- To teraz Majka choć tu do mnie. - Gdy już podeszła mówił dalej- Jesteś śliczną, małą dziewczynką, która kocha FC Barcelonę i wie kim jestem. Tak?
- Tak
- Dlatego tez dostaniesz ode mnie mały prezent
- Jaki? Jaki?
- Majka uspokój się !- skarciła ją mama
- Nic się nie stało - uśmiechnął się - To tak po pierwsze bluza taką jaką ma na sobie Pegi  tylko w wersji dla dziewczynki. Po drugie piłka z podpisami całej drużyny. Po trzecie szalik i jeszcze jedno...
- Myślę , że już wystarczy - przerwała mu Pani Eliza, bo tak miała na imię mama Majki
- Ale  to ostatnie jest najfajniejsze, a ja nie mam co z tym zrobić. - zrobił smutną minkę wyciągając przed siebie trzy bilety na mecz FCB - REAL z wejściówkami do szatni i na murawę.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa......- krzyczała Majka
- Uspokój się, nie możemy tego przyjąć.
- Niech Pani nic nie mówi, nie przyjmuję odmowy! - powiedział stanowczo Marc
- Ale te bilety są strasznie drogi, nie może Pan ich tak po prostu nam dać!
- Proszę Pani ja takich rzeczy mogę mieć na pęczki, a uśmiech Majki to doskonałe wynagrodzenie!
- No nie wiem...
- Niech już Pani nie wymyśla tylko pomyśli nad tym w co się ubierze na mecz - uśmiechnął się
- Dobrze, ale niestety musimy już iść za chwilę mamy wizytę u Lekarza. Majka zbieraj się!
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję - rzuciła się jeszcze raz na szyję Marcowi i podbiegła do mamy
- To widzimy się na meczu , Tak?
- Oczywiście!
- To już niedługo się zobaczymy, a teraz chodźcie  odprowadzę  Was do bramki.- rzekła Meg
- Pa pa Marc
- Pa Maju - na odchodne dał jej jeszcze całuska w czoło.
Dopiero, gdy zniknęli za rogiem ulicy  Meg postanowiła wrócić do domu. Postanowiła, że zje jakieś porządne śniadanko i obejrzy jakiś film przygodowy. Jednak jej plany zepsuł Marc, który właśnie szykował się do wyjścia:
- Już wychodzisz?
- Tak za pół godziny mam trening.
- OK
-  Może chcesz pójść tam ze mną?
-  Nie  wiem jestem jakaś nieogarnięta , spójrz jak ja wyglądam.
- Nie jest tak źle, chodź humor Ci się poprawi.
- No dobrze już idę.

__________________________________________

Przepraszam Was za to coś powyżej, ale nie wiem jak dojść do pewnego momentu. Mam pomysł na to opowiadanie, ale nie wiem jak to za bardzo rozwinąć. Mniejsza z tym coś się wymyśli.
Jeśli już tu jesteś i to czytasz proszę zostaw komentarz. Mnie to naprawdę motywuje do dalszej pracy :)

______________
Wczoraj pojawiła się zakładka SPAM, w której możecie mnie informować o Waszych blogach ( choć można to tez robić w komentarzach) i nowych rozdziałach <3<3<3